Zawsze byłam niezorganizowana, odkąd pamiętam. Nigdy mi to za bardzo nie przeszkadzało, ba! był nawet okres kiedy byłam z tego dumna. Ot, taka roztargniona ja.
Dezorganizacja choć ma swoje zalety potrafi też poważnie utrudnić życie. Zwłaszcza im bardziej życie staje się złożone, tym bardziej da się zauważyć potrzebę upraszczania i organizacji.
Ja próbowałam organizować swoje zajęcia i materiały na różne sposoby. Kalendarze, to-do listy, teczki i co tylko. Teczki alfabetyczne, tematycznie.
Próbowałam też organizować swój dzień w różny sposób. Separować rozrywkę od pracy, łączyć, przeplatać. Pracować późno, pracować wcześnie.
Mimo wszystko nie potrafię znaleźć sposobu, który dałby mi potrzebę zorganizowania i panowania nad sytuacją. Mnogość systemów i sposobów organizacji tylko dodaje do ogólnego chaosu, a niekoniecznie pomaga go ogarnąć.
Może to nie z systemami organizacji jest coś nie tak, ale z moim podejściem?